Zbigniew Łagocki, Maria Pyrlik, Leszek Wójtowicz Dom na
Groblach, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 2003

DOM NA GROBLACH

DOM NA GROBLACH

           
            (uwagi współautora)

Chciałbym napisać - "księga", chciałbym bardzo, ale się boję. Boję się, żeby ulicą sklepów kolonialnych nie zapachniało, pięknie wprawdzie, ale to nie byłby ten zapach.
Czym zatem pachnieć powinno? Może farbą drukarską, albo raczej chemikaliami wprost z fotograficznej ciemni? To znacznie bliżej, ale przecież zapach ten jakiś taki późniejszy, a jednocześnie dzisiejszy zbytnio. A może spróbować wrócić do zapachów z kuchni Janiny, pani Janiny Garyckiej? Do bigosów i zup nieprawdopodobnych, do ziemniaków w szabaśniku na Piotra, pana Piotra Skrzyneckiego czekających cierpliwie. Przypomnieć zapach, to bardzo wiele, ale chciałbym więcej i cieszy mnie własna zachłanność.
Zastanawiam się czy patrząc na fotografię można wywołać z pamięci dźwięki, czy obrazy na kliszy czułej wyczarowane jedynie ciszę ewokują? Oczywiście, że można. Cisza też jest i to jakże intensywnie obecna, ale nie ona tutaj najważniejsza, chociaż pewnie bardzo by tego chciała. Spoglądam na karty albumu i wracają rozmowy w Janiny pokoju i huczne bankiety w kuchni. Dźwięki z zapachami się mieszają, a wszystko to w świetle dzieje się niezwykłym. Płonie świeca, bo akurat korki wysiadły, a za chwilę słaba żarówka światło żółtawe rozsiewa, by w końcu ustąpić słońcu przez okno zaglądającemu ciekawie.
Teraz dokładnie wiem czego fotografikom zawsze zazdrościłem. Tego mianowicie, że potrafią zatrzymać chwilę, że spojrzenie na zdjęcie to przewrócenie pierwszej kostki domina, uruchomienie subtelnego mechanizmu pamięci lub wyobraźni.
 Jednakże, aby cokolwiek uruchomić trzeba mieć jakiś punkt wyjścia, od czegoś trzeba zacząć. Potrzebny jest pomysł, najlepiej najprostszy. Na taki pomysł wpadła moja żona Halina kiedy po śmierci Janiny zaprosiła prof. Łagockiego na Groble, aby przyszedł i właśnie zatrzymał chwilę, chwilę tak naprawdę przeszłą, ale poprzez dotknięcie pozostałych jeszcze  strzępów uroczych ważną. Zbyszek Łagocki ze swoją asystentką Marią-Luizą Pyrlik w mieszkaniu Janiny się pojawili. Reflektory zapalili i przez wizjery aparatów zaczęli spoglądać. Zobaczyli coś, co dla nas "Piwniczan" było rzeczywistością, a dla nich właśnie rzeczywistości tej artystycznym odkrywaniem. Odkrywaniem na nowo. Sesja trwała pięć dni, chociaż mróz za oknami sine zęby wyszczerzał, a wysłużone piece grzać nie chciały.
Tak zaczął powstawać album "Dom na Groblach". Zbyszek i Marysia-Luiza sztuczki diabelskiej dokonali, ale to określenie cofam, gdyż myślę, że raczej aniołowie namalowani przez Janinę na suficie nad wszystkim czuwali dyskretnie. Okazało się ponadto, że szuf wirtuozerskie zdjęcia Piwnicznych Artystów w czarno-bieli przez Profesora wykonane na publikacje czekały.
Potem potrzebne były słowa. O te słowa pan Profesor poprosił właśnie mnie. Pchały się one drzwiami i oknami. Notatnik Janiny, scenariusz filmowy przez Janinę, Piotra i przeze mnie napisany, materiały prasowe, opowiastki i opowieści Przyjaciół i jeszcze coś, to co od siebie najczulej. Komputer mruczał ukontentowany, a ja pisałem, pisałem przerażony, że tyle tego i że nie wszystko się zmieści.
Jedno wiem na pewno, że udało się obraz z tekstem tak połączyć, aby powstała księga. Jednak napisałem, że to księga i niech tak pozostanie dla tych, którzy zechcą ją otworzyć.

Leszek Wójtowicz

DOM NA GROBLACH

Oto baśń. Baśń najprawdziwsza. Kolor i światło. Smutek nieśmiało uśmiechnięty i radość trochę zapłakana. Fakty i zmyślenia najczulsze. Mieszanina tego, co z krwi i kości, i tego, co z pogranicza jawy i snu. Powracający gwar rozmów, ale także cisza, subtelna siostra samotności.

Artyści tworzący Legendę - tak po prostu, trochę dla żartu, a trochę z przekory. Żywioł nieopanowany. Lekkość i lśnienie. Błazeństwa nieprawdopodobne. Huczne przyjęcia w kuchni od nocy do rana, a w zależności od fantazji w kolejności odwrotnej. Wyciszone, wtorkowe herbatki z przyjaciółmi najserdeczniejszymi. Rytualne wchodzenie przez okno i, jak to mawiał Piotr, nagminne "stróża poszukiwanie". Marzenia o sztuce, która przetrwa wszystko. Kruche przedmioty przerażające swoją trwałością. One pozostają, kiedy ludzie odchodzą. Bałagan nieziemski i jakaś niezwykła owego bałaganu logika. W tym wszystkim i dla wszystkich Janina.
Przepraszam, cytat przydługi, ale idealnie oddaje klimat albumu "Dom na Groblach". Podtytuł niewtajemniczonym objaśnia wszystko - rzecz o Janinie Garyckiej, Piotrze Skrzyneckim, Piwnicy pod Baranami.
W 1997 roku odszedł Piotr Skrzynecki, potem Janina Garycka, doktor filologii, malarka miniaturzystka, od zawsze dobry duch Piwnicy... Nie ma mieszkania - legendy. Czy można je było uratować? Czy można było zachować niezwyczajną aurę tych pokoi i kuchni, skoro opuściła je ostatnia z lokatorek? Nad kim miałyby teraz czuwać anioły spoglądające z sufitu, skoro ich twórczyni już w świat innych aniołów podążyła? Cóż miałyby począć bez tej, która je namalowała? Kiedy to było? Daty? Czy ktoś spotkał się z baśnią upstrzoną datami? Jakieś daty być muszą, ale... bez przesady - napisał cytowany na wstępie Leszek Wójtowicz, jeden z przewodników po tym mieszkaniu, które choć istnieć przestało, wciąż pozostaje w pamięci bywalców, w legendzie, a i w piosenkach, w wierszach. A teraz doczekało się pięknego i takoż wydanego albumu, który ową baśń o "Domu na Groblach" opowiada...

To Halina Wójtowicz, żona Leszka, w smutny grudniowy wieczór wpadła na tyleż prosty, co genialny pomysł - trzeba do tego mieszkania zaprosić Zbigniewa Łagockiego. I przyszedł mistrz fotografii, ze swą asystentką Marią Pyrlik... By potem przez kilka lat nie móc znaleźć wydawcy! Tyle oficyn, a album tak bardzo krakowski wydano wreszcie w Warszawie, za co chwała szefowi WAiF-u - Januszowi Foglerowi. Ot, jeszcze jedna tajemnica Krakowa. A czym wytłumaczyć fakt, że albumu o Piwnicy, który pod koniec lat 60. zniknął z księgarń w okamgnieniu, tegoż Zbigniewa Łagockiego, wydawca, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, nigdy nie wznowiło?!

Nie ma już Domu na Groblach, a my oglądamy te anioły na suficie, laleczki i figurki aniołka - a za sprawą Wójtowicza wręcz ożyły! - bibeloty, puzderka, rzędy książek, które potem przekładały się na piwniczne pomysły, scenariusze, piosenki i malowane przez Janinę Garycką miniaturki, i obrazy, i zdjęcia, jak to Jana Nowickiego z dedykacją - Janinie mojej kochanej i jednej z najważniejszych w życiu, i kolekcję starych zegarków, z których każdy inny czas pokazuje, jakby inne zdarzenie chciał przywołać, i suszone kwiaty, i sławne drzwi, na których Piotr zapisywał adresy, telefony... A spędził w tym mieszkaniu ćwierć wieku, a i potem bywał stale... Ten Plac na Groblach - najbardziej ponury, zapluty plac w Krakowie - właściwie dzięki Janinie Garyckiej to był przez lata jedyny taki prawdziwy ośrodek, nazwijmy to, artystyczny - wspominał po latach. Chciał też, by o tym placu i mieszkaniu powstał film "O Groblach, na Groblach", do którego scenariusz napisał wspólnie z Janiną Garycką i Leszkiem Wójtowiczem. Jego fragmenty, ślad filmu, który nie powstał, wkomponował teraz Wójtowicz w ten album. Tak wkomponował, bo to w ogóle album misternie przez Zbigniewa Łagockiego i jego asystentkę skomponowany graficznie - z kolorowych zdjęć zatrzymujących tajemnicę tego mieszkania, z czarno-białych fotografii z lat głównie minionych prezentujących artystów słynnego kabaretu oraz z sepiowych zdjęć z rodzinnych szuflad Janiny Garyckiej. A nad nimi wszystkimi unosi się powracająca na kolejnych stronach niemłoda już para - on w kapeluszu, z powiekami na wpółprzymkniętymi, jakby nieobecny, ona - szeroko wpatrzona w niego, w półuśmiechu...

Przepiękny album, utkany z magii i tajemnicy związku tych dwojga, z marzeń o wolnym świecie, na który długo przyszło im czekać, z radości, jaką sobie tworząc kabaret, bale, zjazdy dawali, z nami się nią dzieląc, z intelektualnej głębi, która te wszystkie szaleństwa i błazenady karmiła, z chęci zatrzymania czasu, a - wiadomo - szczęśliwi go nie liczą...

Nie ma wśród nas Janiny Garyckiej, nie ma Piotra Skrzyneckiego, odeszło w przeszłość mieszkanie w Domu na Groblach. Są zdjęcia Zbigniewa Łagockiego i Marii Pyrlik - (Czarodziejskie zdjęcia. Trzeba oglądać je bardzo uważnie. Smakować każdy szczegół - napisał Wójtowicz), i jest złożona z okruchów wspomnień, anegdot, wierszy, piosenek, zapisków, cytatów - także z niegdysiejszego "Dziennika Piwnicy pod Baranami", na tychże łamach zamieszczanego, dialożków opowieść Wójtowicza. Czarodziejska opowieść. Trzeba wnikać w nią bardzo uważnie. Smakować każdy szczegół...

WACŁAW KRUPIŃSKI

recenzja ukazała sie w DZIENNIKU POLSKIM, 26.04.2003