Dobroczynny koncert Piwnicy pod Baranami

Impreza Patronat BiałystokOnline.pl 

Termin imprezy: 2015-03-26

Są ostoją tradycji polskiej kultury. Nie poddają się koniunkturze, są niezależni w tym co robią i za to kochani są przez publiczność. Krakowska Piwnica pod Baranami przyjedzie w końcu marca do Białegostoku by dać wyjątkowy koncert. więcej...

Do Białegostoku zespół przyjeżdża, by wesprzeć Fundację im. Rodziny Czarneckich w zbieraniu środków na remont Ośrodka Rehabilitacyjno – Edukacyjno – Wychowawczego dla dzieci z głębokim upośledzeniem.  

 

Ostrowiec Świętokrzyski. Wieczór z Piwnicą pod Baranami

wiadomosci24.pl

Krzysztof Krzak

Piwnica pod Baranami

Miejskie Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim konsekwentnie realizuje misję przybliżania mieszkańcom rozrywki na wysokim poziomie. Dowodem na to był niedzielny (19 stycznia 2014 r.) występ artystów Piwnicy pod Baranami.

Kabaret Piwnica pod Baranami jest jednym z symboli kojarzonych z dawną stolicą Polski, zaś on sam utożsamiany jest z osobą charyzmatycznego konferansjera i kierownika artystycznego, Piotra Skrzyneckiego. To właśnie portrety tego wyjątkowego, nieżyjącego już od blisko siedmiu lat, twórcy patronowały również prezentacji programu "Rozrywka w naszych czasach lekarstwem na wszystko" przygotowanego z myślą o 58 - leciu legendarnego krakowskiego kabaretu, a entuzjastycznie przyjętego przez ostrowiecką publiczność, która niemal do ostatniego miejsca wypełniła salę kina Etiuda. więcej...

Zobacz koncert kolęd z Piwnicy pod Baranami

 

Trójka

Piwnica pod Baranami to symbol Krakowa. Od kilku lat artyści kolędują po kraju i świecie z repertuarem utworów tradycyjnych oraz autorskich. W Trójce wystąpili po raz pierwszy na żywo.
Koncert odbył się 23 grudnia (niedziela) o godz. 20.05 w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej. Sponsorem koncertu jest Skoda Auto Polska.

Kolędy z Piwnicy pod Baranami - video z transmisji koncertu na żywo na antenie Trojki

Piwnica pod Branami
Artyści Piwnicy pod Baranami. Koncert w Trójce, 23 grudnia 2012
fot. PR/W. Kusiński

Piwniczni artyści i ich przyjaciele, za sprawą Piotra Skrzyneckiego i Janiny Garyckiej, prawie od początku istnienia Kabaretu spotykali się przynajmniej dwa razy do roku: na tradycyjnym jajeczku Wielkanocnym i Bożonarodzeniowym opłatku.

Przed złożeniem sobie życzeń, dla wywołania bardziej świątecznego nastroju, śpiewano dwie, trzy kolędy, i to tradycyjne. Z czasem, artyści oraz kompozytorzy wraz z poetami, zaproponowali własne. Kiedy nazbierało się ich tyle, że mogli wystąpić z pełnym koncertem, rozpoczęli kolędowanie po kraju i świecie, co czynią do dziś. Kolędy wprowadzają nas w klimat bogatych galicyjskich wieczorów świątecznych.

Artystom śpiewajacym towarzyszyli muzycy: Michał Półtorak, Agata Półtorak i Michał Chytrzyński - skrzypce; Kamila Owsianików - flety, Jerzy Wysocki - gitara, Paweł Kuźmicz - bas.

Piwnica pod Baranami była dla kilku pokoleń Polaków krainą wolności i zarazem magii. Wciąż jest wspólnotą aktorów, muzyków i piosenkarzy i proponuje nowe programy, wciąż przyciąga odbiorców. Wśród eleganckiej publiczności na widowni nie brakuje znanych twórców życia artystycznego i publicznego, nie tylko z Krakowa.więcej...

"Koncert dla Piotra" to szczególna okazja, a na takie wybiera się to, co najlepsze

 

WACŁAW KRUPIŃSKI

KABARET. Tradycji stało się zadość - 16. "Koncert dla Piotra S." trwał cztery godziny. Poza tym było bardzo dużo nowości.

Novum stanowiły dwie odrębne części, każda spięta swoim tytułem. Pierwsza przyniosła głównie nowe piosenki napisane do inteligentnych tekstów Zbigniewa Książka, poświęconych legendarnemu mieszkaniu przy placu Na Groblach 12. To w nim Piotr Skrzynecki spędził 25 lat, to tam wędrowały za nim korowody gości, wchodząc nocą do parterowego mieszkania przez okno (by nie budzić stróża). Od 16 lat nie ma już Piotra S. ani Janiny Garyckiej, która z dwiema ciotkami była główną lokatorką tego lokum. Nie ma też tego mieszkania. Została legenda. I wspomnienia. I piosenki.

Piwnica pod Branami
"Żur Janiny" - Agata Ślazyk i Rafał Jędrzejczyk FOT. ANDRZEJ BANAŚ

13 z nich zabrzmiało w środowy wieczór w Teatrze im. J. Słowackiego. Ja zapamiętam z nich kompozycję Andrzeja Zaryckiego "Kabaret i alkohol", dwie kompozycje Adriana Konarskiego - "Żur Janiny", świetny duet Agaty Ślazyk i Rafała Jędrzejczyka oraz nie całkiem premierowego "Krakowiaczka śledczego", ze znakomitym Maciejem Półtorakiem. I może zabawną opowieść o babce Piotra S. "Idzie Endelman", oprawioną nutami Pawła Pierzchały, a śpiewaną przez Beatę Czernecką i Tadeusza Kwintę.

W sumie była to zwarta, zgrabna całość, nad którą czuwał gościnnie Żuk Opalski oraz, patrząc z pięciu fotogramów autorstwa Zbigniewa Łagockiego, Piotr Skrzynecki. więcej...

Kwiaty dla Piotra

http://minskmaz.com/

Dariusz Mól

To wieczór wspomnień poświęcony Piotrowi Skrzyneckiemu, Honorowemu Obywatelowi Miasta Mińsk Mazowiecki. W piątek, 27 kwietnia w Miejskim Domu Kultury opowiadali o nim przyjaciele i artyści z Piwnicy pod Baranami.

Wspomnieniowy cykl „Kwiaty dla Piotra” zainicjowano w MDK w ubiegłym roku. Ale tegoroczna edycja wydarzenia była szczególna ze względu na okrągłą, bo w 15 rocznicę śmierci Piotra Skrzyneckiego. Dlatego Mariusz Dzienio przypomniał historię rodziny Skrzyneckich, także Mariana Skrzyneckiego, ojca Piotra, legionisty, uczestnika wojny bolszewickiej, adiutanta Józefa Piłsudskiego i prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego, dowódcy 7 Pułku Ułanów Lubelskich stacjonujących w Mińsku, uczestnika kampanii wrześniowej.

Odwiedzałem Piotra w Krakowie kilkakrotnie. Kiedy poznało się go bliżej, dopiero wtedy ulegało się jego wielkiemu urokowi. Piotr zawsze podkreślał, że pochodzi z Mińska i opowiadał o latach dzieciństwa spędzonych w naszym mieście. To były niesamowite spotkania – zapewnił Mariusz Dzienio. więcej...

Teatr zmienił się w Piwnicę

www.wczestochowie.pl

(MM)

55 –lecie istnienia świętowała w częstochowskim Teatrze im. Adama Mickiewicza Piwnica pod Baranami. Podczas piątkowego występu (23 marca) artystom towarzyszyła pełna sala widzów, którzy przyszli nie tylko dobrze się bawić, ale także by być razem z artystami w tym ważnym dla nich święcie.
Piwnica pod Baranami to legenda i renoma wypracowana latami podczas licznych występów w Polsce, a nawet zagranicą. To setki tysięcy ludzi podczas występów w Krakowie i w czasie wyjazdów do wielkich miast i mniejszych miejscowości, gdzie wszędzie spotkać można miłośników Piwnicy.

- To ogromny dorobek wypracowany podczas tych minionych 55 lat - mówi Bogdan Micek, dyrektor Piwnicy pod Baranami. – Można powiedzieć, że na kabarecie wychowały się całe rzesze Polaków. Piosenki podane z humorem bawiły i pomagały w chwilach trudnych. Nie sposób chyba policzyć wszystkich widzów i występów jakie mamy już na koncie. Jubileusz zaczeliśmy świętować w połowie czerwca minionego roku. Od tej pory odbyło się 18 koncertów. Po wizycie w Częstochowie pojedziemy do kolejnych miast. Będzie nas można zobaczyć w Mińsku Mazowieckim, Trzebnicy, Poznaniu i Wrocławiu.
więcej...

Piwniczni artyści w Gnieźnie

www.moje-gniezno.pl

(Buk)

Niedzielny wieczór był wyjątkowy dla gnieźnian. W Centrum Kultury "Scena To Dziwna" wystąpił bowiem kabaret Piwnica Pod Baranami. Artyści przyjechali do Pierwszej Stolicy Polski ze specjalnym programem z okazji 55-lecia istnienia.
Do piątku, 21 października wszystkie bilety na koncert Piwnicy Pod Baranami zostały wyprzedane. W niedzielny wieczór 175 krzeseł ustawionych na sali widowiskowej wypełniło się publicznością, która przyszła zobaczyć śmietankę polskich artystów. Kilkunastu wykonawców bawiło gnieźnian przez dwie godziny programem przygotowanym specjalnie na 55-lecie istnienia Piwnicy Pod Baranami. Gromkie brawa i salwy śmiechu były najlepszą nagrodą za wspaniałe występy. Pojawiali się sceptycy, którzy uważali, że przy tak wysokiej cenie bilety nie zostaną sprzedane - mówi Grzegorz Reszko, dyrektor eSTeDe. Jak widać mylili się, bo już w trzecim dniu przedsprzedaży zabrakło biletów. Znaczy to, że Gniezno ma swoją wyrobioną publikę, która oczekuje muzyki ambitnej, która jest w stanie zapłacić za koncert. Dzięki temu możemy kontynuować pewną naszą misję i organizować koncerty, które będą opłacone biletami wstępu. Dla mnie jest to bardzo radosny fakt. Piwnica Pod Baranami jest szczególną grupą artystów.
więcej...

A jednak Skrzynecki! 55-letnia Piwnica Pod Baranami na urodzinach 55-letniej biblioteki w Tychach

DZIENNIK ZACHODNI

JOL

- Skrzynecki był trochę jak Wajda, który potrafi wpatrywać się w swoich aktorów, niewiele się odzywając, i dopiero jak trafiają w to, o co mu chodzi, wtedy to kupuje. Skrzynecki wiedział, jak wykorzystać talent ludzi Piwnicy, umiał wydobyć ich potencjał – opowiadał Wacław Krupiński, autor „Głów piwnicznych”, dzisiejszy gość X Tyskich Dni Literatury.
Opowiadał, jak próbował przeprowadzić wywiad z Piotrem Skrzyneckim w jednej z krakowskich knajp. Nie dało się, bo raz po raz ktoś podchodził, witał się, zagadywał. Wreszcie Skrzynecki zaprosił Krupińskiego do siebie, do swojego mieszkania, gdzie cała podłoga była zastawiona książkami więcej...

Wzruszajaco i zabawnie

Dziennik Polski

Wacław Krupiński

KONCERT. Po raz piętnasty artyści Piwnicy pod Baranami oddali hołd Piotrowi Skrzyneckiemu. W symboliczno-piwnicznej scenografii Sebastiana L. Kudasa, z wyeksponowanym zdjęciem Piotra, któremu do rąk włożono żywą różę, raz jeszcze dali dowód nieprzemijalności zjawiska, jakim jest ten kabaret, który właśnie rozpoczął 56. sezon. więcej...

55-lecie Piwnicy pod Baranami

TVP KRAKOW

Marta Mastyło, zdjecia Wiesław Zwoiński

55-lecie Piwnicy pod Baranami. Impreza w Białołęckim Ośrodku Kultury

wiadomosci24.pl

Ewa Krzysiak

2011-09-08

Piwnica pod Baranami po raz kolejny wystąpiła na warszawskiej Białołęce. Tym razem świętowano 55-lecie działalności zespołu. więcej...

Piwnica pod Baranami z nowa inicjatywa

wiadomosci24.pl

Magdalena Zawadzka-Wojtaszek

2001-08-31

Krakowskie Stowarzyszenie Artystów i Sympatyków Piwnicy pod Baranami rozpoczęło współpracę z Grupą Wspierającą, utworzoną przez Wiesława Samitowskiego, Prezesa firmy doradczej Polinvest Sp. z o.o.

Wspominając Piotra Skrzyneckiego w przeddzień koncertu z okazji rocznicy Jego urodzin, zrodził się pomysł zawiązania, w porozumieniu z Artystami Piwnicy, Grupy Wspierającej Piwnicę pod Baranami wynikający z chęci wsparcia działań Kabaretu, aby nadal był on kolebką artystów i filarem dla kultywowania ponadczasowych wartości na rzecz nowych pokoleń – mówi Wiesław Samitowski, Prezes Polinvest Sp. z o.o.

Wierzę, że ponad półwieczny dorobek Piwnicy pod Baranami stanowi taką wartość, dla której należy podjąć wspólne działania w celu kultywowania zjawiska artystycznego, będącego źródłem niepowtarzalnych przeżyć. Stąd pomysł na uruchomienie Grupy i wspólne stworzenie, wraz z jej członkami, długofalowego programu wsparcia finansowego artystycznych działań Piwnicy oraz skutecznego planu jej dalszego rozwoju – dodaje Samitowski.
Członkowie Grupy Wspierającej Piwnicę wywodzą się z różnych środowisk zawodowych, ale łączy ich jedno - troska o nieprzemijające wartości, które czynią każdego człowieka wrażliwym i wolnym, inspirują do rozwijania skrzydeł, uczą piękna. To sztuka i ponadczasowość stały się motorem działania dla osób, które w 1956 r. stworzyły Piwnicę i której poświęciły swoje nie tylko artystyczne życie. Pierwsze spotkanie Grupy Wspierającej odbędzie się już we wrześniu.

Mówię ci, tam była enklawa tajemna

Gazeta Wyborcza

Wojciech Tochman

2006-06-22

 

Pan Piotr dałby mi za to po głowie, ale mnie się wydaje, że to była miłość. Jak szli niedawno Rynkiem, już starzy i chorzy, to ja widziałem, że to idzie para.
Piotr Skrzynecki: - Oj, to zupełnie jak u Felliniego, prawie... Tamte czasy stają się coraz mniej uchwytne, coraz trudniejsze do opisania.

Jan Nowicki: - To się opiera próbie opisu.

Piotr Skrzynecki: - Tak było.

Jan Nowicki: - Wszystko było poniekąd i do pewnego stopnia.

Piotr Skrzynecki: - Skąd to się wzięło? Ta niezwykłość, niesamowitość, dziwność tego miejsca. Czy to dlatego, że to jest blisko tego wszystkiego, czym są Planty, czym jest Wisła, czym jest Wawel?

Krzysztof Litwin: - Daty, daty, proszę mnie nie pytać o daty.

Piotr Skrzynecki: - Bo to jest miejsce dziwne. Odizolowane od całego miasta, a jednocześnie w samym centrum Krakowa, tuż obok Wawelu, dzwonu Zygmunta. Mówię ci, tam była enklawa tajemna. Może przez te podwodne żyły-nie żyły...

Krzysztof Litwin: - Wszystko tam płynęło. Pięknie, wesoło, szybko, wariacko, tragicznie, nostalgicznie.

Piotr Skrzynecki: - Ludzie odchodzą, domy zaczynają być, wiesz, zmieniane, malowane. Tu trzeba się spieszyć.

Jan Nowicki: - Każdy fakt jest trudny do zdefiniowania.

Piotr Skrzynecki: - Jeżeli się spotkamy po śmierci, a mam ten zamiar, to ja tak samo ci powiem, że tamten czas się skończył, no umarł po prostu.

Piotr Skrzynecki mówił tak do Zbigniewa Benedyktowicza, etnologa. Ich rozmowę zamieściły "Konteksty - Polska Sztuka Ludowa" nr 3/4 z 1992 r. (stąd pochodzą wszystkie cytowane tu wypowiedzi Piotra). Mieszkał na Groblach pół wieku, w mieszkaniu Janiny Garyckiej. Mówił: - Ten plac Na Groblach - najbardziej ponury, zapluty plac w Krakowie - właściwie dzięki tej Janinie Garyckiej to był przez lata jedyny taki prawdziwy ośrodek, nazwijmy to, artystyczny. Bo tam naprawdę przychodziło mnóstwo ludzi do tej kuchni, i na to podwórko, po którym biegały szczury.
Ja w kuchni bywałam rzadko

Janina Garycka mieszka na Groblach w narożnej stuletniej kamienicy numer 12, w mieszkaniu numer 2, na parterze. Mówi o sobie: - Jestem trochę osobą kabaretową, a trochę na serio.

Przyjaciele mówią o niej: niezwykła, niebywała, niesamowita, inteligentna, znakomicie wykształcona, oczytana, szalona, niezależna, wolna, odważna, kobieca, subtelna, wrażliwa, gorliwej wiary, ale nie dewotka, myszka, ale dama, może największa dama w Krakowie. Ojciec był nauczycielem łaciny i greki klasycznej, nie podobało mu się zaangażowanie córki w Piwnicę. Ona - studentką profesora Kazimierza Wyki, który jej pracę magisterską uznał za doktorską, a magisterską kazał napisać jeszcze raz.

Ku wściekłości profesora Janina zrezygnowała z kariery naukowej. (- To był taki parszywy czas - powie po latach w książce Joanny Olczak-Ronikier). Zeszła do Piwnicy. Na jej inauguracji (data? data?) czytała własną bajkę o słowikach. Potem bywała tu każdego wieczora. Doktor filologii, a piwniczna scenografka, malarka miniaturzystka, konserwator zabytków, pomysłodawczyni wielu piwnicznych programów, organizatorka piwnicznych wystaw, promotorka talentów, artystyczny doradca, strażniczka piwnicznych tradycji, szara eminencja Piwnicy, filar Piwnicy, pani na Groblach, towarzyszka Piotra.

Piotr po przyjeździe z Łodzi do Krakowa mieszkał w różnych miejscach. - Zapewne był uciążliwym lokatorem - uśmiecha się dziś jego starszy brat Józef (pan w szarym garniturze). Więc najpierw mieszkał u państwa Niedziałkowskich (adres? adres?), potem na waleta w akademiku, potem (a może wcześniej) u państwa Skąpskich, też na Groblach, ale pod trójką, potem jeszcze gdzieś. Mówił: - Nie miałem mieszkania przez trzy lata prawie, dlatego tak dobrze znam Kraków od tej mniej znanej, jasnej jego strony, czy może raczej od tej ciemniejszej, tego podziemnego światka, bo mieszkałem wszędzie gdzie popadło, codziennie gdzie indziej prawie.

Wreszcie złamał nogę. Według Leszka Długosza: na rowerze. Był rok 1960. Na Groblach, po śmierci ojca, Janina mieszkała jedynie z dwiema ciotkami: Antosią i Olą. Wzięła więc Piotra ze szpitala i przywiozła do domu. - Bo miała świadomość - mówi teraz Leszek Długosz - że nikt inny nie zniesie go dłużej niż kilka dni. - Piotrek - mówi Janina Garycka - musiał mieć wtedy opiekę. - Po raz pierwszy w Krakowie - opowiada Józef Skrzynecki - Piotr nie był w czyimś mieszkaniu sublokatorem, ale pełnoprawnym członkiem rodziny. To było mu bardzo potrzebne. - On był czaruś - mówi Janina Garycka. - Oczarował nie tylko cały Kraków, ale i moje dwie stare ciotki. - O Janinie i o ciotkach mówił: moje lokatorki - pamięta Leszek Długosz.

Ciocia Antosia - matka dwóch synów. Jeden zginął w Oświęcimiu, drugi w Starobielsku. Dawniej właścicielka kamieniczki w Podgórzu, pod koniec żyła z mizernego grosza od swego eks-męża. - Śliczna gołąbeczka z niebieskimi oczami i czerwonym szalem - pamięta ją Leszek Długosz. - Miała mocny sen i słaby słuch - mówi Janina. (Powinna dodać: co cioci zapewniło w miarę spokojną starość).

Ciocia Ola - młodsza od Antosi, więc miała lepszy słuch (co nie zapewniło jej spokojnej starości). Wiejska nauczycielka na emeryturze, objął ją tak zwany stary portfel. - Była dla nas szalenie cierpliwa - mówi dziś Zygmunt Konieczny. - Wspaniale gotowała - dodaje Miki Obłoński. To ona rządziła tym mieszkaniem.

Mieszkanie w amfiladzie: ciemny przedpokoik (półtora metra na półtora), pierwszy jasny pokój z dwoma oknami (tu we wnęce, za malowaną kotarą, spał Piotr); kolejny mniejszy i ciemniejszy - to pokój Janiny. Stąd drzwi do pokoju ciotek, a także ciasny korytarzyk. Tu: drzwi do łazienki, do toalety i do kuchni. - Ja w kuchni bywałam rzadko - tak o swojej kuchni mówi dzisiaj Janina Garycka.

Pierwszorzędny lokal nocny

Pełno tu sprzętów: duży kredens, piec kaflowy, taborety, ławki, stół nakryty ceratą, kuchenki, zlew, szafki, szafeczki, kufry. Część z tych dwunastu, może siedemnastu metrów kwadratowych zajmuje tzw. altana, czyli wygrodzone miejsce, gdzie dawniej zapewne stało łóżko służącej. Dziś pełno tu wszystkiego, co może się kiedyś przydać. Kuchenne okno i drzwi wychodzą na ciemne podwórko. - I to jest bardzo śmieszne - mówił Piotr - że to nie była żadna koncepcja, wiesz, estetyczna, czy coś w rodzaju manifestu, czy wymyślonego programu artystycznego, żebyśmy się mogli w tej kuchni spotykać. Po prostu nie było gdzie. Pół godziny po kabarecie musieliśmy wychodzić z Piwnicy, wyrzucali nas natychmiast. - A artyści muszą gdzieś pójść, rozładować emocje, niektórzy napić się wódki - mówi Krystyna Zachwatowicz. - Kuchnia powstała z braku miejsca i z głodu. Koniec miasta to był początek kuchni. To był pierwszorzędny lokal nocny - opowiada Jan Nowicki. - Takiego salonu nie było nigdzie indziej na świecie - zachwyca się Leszek Długosz. - A do salonu nie każdy ma wejście - mówi Jan Kanty Pawluśkiewicz. - Bo bez przyzwolenia Piotra tam się raczej nie bywało - kończy Zygmunt Konieczny.

Więc najpierw przez Piwnicę przebiegał szept: kiedy się skończy kabaret, idziemy do Piotra. Ale nie wychodzono od razu. Czekano, aż rozgrzane sztuką i wódką towarzystwo zacznie się kruszyć. To była pierwsza zapora. Trwało to czasem godzinę, czasem trzy. Wtedy dostawało się osobisty bilet - zaproszenie od Piotra lub od któregoś z jego aktualnych asystentów. To była druga zapora. Ale nie każdy artysta Piwnicy miał wstęp do kuchni. - Tylko ścisła egzekutywa - mówi Leszek Długosz. Piotr zapraszał także przyjaciół spoza Piwnicy i niektórych gości spoza Krakowa. - Zaraz za progiem Piwnicy trzeba było stawiać trzecią zaporę - mówi Jan Kanty Pawluśkiewicz. Oto rozentuzjazmowane artystki, podpici artyści i ci, co bardzo chcieliby być artystami, już się dowiedzieli, już są gotowi do dalszej zabawy, biesiady, dysputy, popijawy. - Tacy satelici piwniczni, których Piotr raz chciał, raz odrzucał - wspomina Zygmunt Konieczny.

Więc żeby zgubić satelitów, grupa wtajemniczonych pierzchała gdzieś w Planty, alejki, uliczki, zaułki i podwórka, by po kwadransie zajść na Groble i po cichu zastukać w lewe okno pokoju Piotra.

Piotr już tam był, przyszedł wcześniej z jedną, może z trzema osobami. One zostawały za rogiem, on dzwonił do dozorcy Jana, który go nie lubił i z krzykiem otwierał mu bramę. Piotr wchodził sam, za plecami dozorcy robił szkaradkę (złośliwą minę), wchodził do mieszkania na parterze i po chwili uchylał okno od strony ulicy.

W ciągu tych lat przez okno Piotra wgramoliły się setki, jeśli nie tysiące ludzi sławnych i nikomu nie znanych: Wańkowicz, Łomnicki, Kucówna, Hanuszkiewicz, Hasior, Komeda, Osiecka, Dymny, Radwan, Konieczny, Długoszowie, Demarczyk, Pawluśkiewcz, Litwin, Nowicki, Zachwatowicz, Wajda, a także brat Piotra, także trzecia żona Hemingwaya, znana paryska pieśniarka Patachou, pisarz noblista Pablo Neruda, także emisariusze z Warszawy 1968; także jakiś pijaczek z sąsiedniej ulicy, jakiś znajomek z Plant, jakiś ubek z SB, bo jak w każdym salonie bywa, trafiała się tam czasem osoba nieznajoma albo niepożądana.

Przez okno Piotra do mieszkania Janiny wlało się morze wódki. - Jak nie było sponsora, robiliśmy ściapki - pamięta Miki Obłoński. Janina często krzyczała, że po takiej nocy nikt nie myje kieliszków. Więc Piotr wyrzucał je przez kuchenne okno. Dlatego przez okno w jego pokoju oprócz morza wódki wniesiono także dziesiątki kieliszków - to był bilet wstępu na nocne Groble.

Po pokonaniu okna nie wolno było iść wprost do kuchni, bo droga wiodła przez pokój Janiny. A ona próbowała tam zasnąć. - Janinka nigdy nie piła wódki, śmiano się z niej, że ona wódkę wdycha - śmieje się dziś Zygmunt Konieczny. - Dla niej te podpite już na wejściu tłumy były nieciekawym towarzystwem - dodaje Miki Obłoński. - Choć o niektórych gości rywalizowała z Piotrem. Miała pretensje do tych, którzy przyszli nocą, a mieli przyjść za dnia, do niej - pamięta Bogusław Słota, dawny piwniczny oświetleniowiec.

Nocne biesiady w pokoju Piotra nie miały sensu. Tu nie było naczyń ani kuchenki, potrzebnej do zaparzenia herbaty. No i konieczna toaleta była tam: w korytarzyku przy kuchni. Więc po cichutku, bo północ wybiła dwie albo trzy godziny temu, z pokoju Piotra przez ciasny przedpokoik goście wychodzili na klatkę schodową. Stamtąd, po ciemku, kilka schodów w dół, bezszelestnie, na podwórko pełne szczurów. Z podwórka przez kuchenne drzwi - do kuchni.

A tam wrzask do rana. Dziesięciu, czasem trzydziestu gości siedziało (raczej stało) w chłodzie (kuchnia nie miała ogrzewania), w smrodzie (palili wszyscy, ktoś smażył cebulę), w bałaganie i brudzie (porządek cioci Oli w minutę zmieniał się w pobojowisko), w ciasnocie (z każdym miesiącem kuchnia była coraz bardziej pełna wszystkiego, co kiedyś może się przydać).

Jeden przez drugiego: o Piwnicy, co i jak mówić, co śpiewać, gdzie stać na scenie; o tym, czy to dobrze, że Rynek mają wyłożyć granitowymi płytami; o pomnikach i o kościołach na Plantach; o tym, czy Ewa powinna śpiewać przerobione teksty Tuwima; o Gomułce, potem o Gierku; o Warszawie, Paryżu, Łodzi, Wilnie; o Szekspirze, Miłoszu, Gombrowiczu. Piotr od razu zjawiał się tam, gdzie za chwilę mogła siąść atmosfera: żartował, prawił komplementy albo szydził. Zygmunt sprzedwał plotki o kimś z obecnego tutaj towarzystwa. Plotka kosztowała dziesięć złotych albo pięćdziesiąt, albo sto. Jak już miał taką za pięćset - nie było rady - trzeba było kupić, bo pewnie była paskudna, a Zygmunt groził, że puści ją dalej. Fundusze ze sprzedaży plotek niesiono przez podwórko, klatkę schodową, mały przedpokoik, pokój Piotra i okno prosto do pewnego krawca przy Siemiradzkiego albo na Wielopole, gdzie pod ósemką mieszkała miła babcia, zawsze dobrze zaopatrzona.

Sztuczna noga, sztuczne włosy, sztuczne coś tam

Wstawał późno. Może jeszcze przed poranną toaletą (Piotr dbał o higienę, więc ablucje trwały długo), a może zaraz potem, spoglądał w okno. - I to jest zabawne, że ilekroć chciałem opowiedzieć to, co tam widziałem, nikt mi nie wierzył.

To, co widział, chciał pokazać w filmie i w przedstawieniu "O groblach na Groblach": - Te zdarzenia ja chcę opowiedzieć mojej własnej babce - co nie będzie w tym filmie wyraźnie powiedziane. To jest moja z nią rozmowa, takie do niej przesłanie. A ja oglądam te Groble, jakbym umarł. Znane jest powiedzenie Marka Aureliusza: Pamiętaj człowieku, jak się budzisz dzisiaj rano, traktuj siebie jakbyś umarł wczoraj, a dziś zmartwychwstałeś, i żyj tak, jakbyś chciał.

Film o Groblach nigdy nie powstał. Ale powstał zapis rozmowy na ten temat: - Scenki, jakie wybrałem? Jedna piękna historia: Luiza striptizerka, która też umarła - chciałem, żeby ten motyw umierania tam się powtarzał, bo film będzie oparty raczej na tych, co umarli, niż na tych, co żyją. Ta Luiza zrobiła striptiz na placu całym, na moje urodziny, wspaniałe to było, ludzie zupełnie zwariowali, ze strachu, z przerażenia. To było w sześćdziesiątym czwartym, rozebrała się do połowy. Ona przychodziła do nas do kabaretu, raz chyba występowała nawet w Piwnicy troszkę, a była to dziewczyna wysoka, o ładnym biuście, ale kompletnie nieporadna, nie umiejąca się nawet rozebrać, i taka drepcząca, nie potrafiąca tańczyć, bo słuchu nie miała, piła dość dużo i tak zrzucała z siebie te szmaty. Pamiętam, to było w Cyganerii, że potem tak o, machała ręką i odchodziła. Pamiętam, że zawsze po striptizie babcie klozetowe zbierały te szmatki rozrzucone. Ale ona kiedyś zrobiła rzecz bardzo zabawną, bo była pijana zupełnie, wyszła do tego striptizu i tak rozebrała się, tylko troszkę potupała i nagle wyjęła sztuczną szczękę i rzuciła nią o ziemię. I to tak totalny sukces odniosło. No wyobraź sobie taki striptiz - sztuczna noga, sztuczne włosy, sztuczne coś tam. I ja chcę to pokazać.

I dalej o filmie, który nie powstał: - Aha, będzie ta wspaniała scena, zupełnie niewiarygodna, o tej facetce z nożem w piersiach. Rano mnie obudzili, żeby lecieć na róg Tarłowskiej i Grobli, gdzie leży jakaś facetka z nożem wbitym w serce. Słuchaj, to było tak okropnie śmieszne wszystko razem, bo ona tam była rzeczywiście, krew się lała, a wszyscy dyskutowali, czy można ten nóż wyciągnąć, czy nie. A Kamila taka miała piwiarnię, wiesz, taka ruda, ta Kamila, jasna gwiazdka. I ciągle to piwo, piwo, piwo, a ludzie zamiast pić piwo, właśnie przy tej z nożem wszyscy stali i ona była wściekła, bo to dla niej strata. W końcu przyjechała karetka, ale wyobraź sobie, z lalką ślubną na przodzie. Okazało się, że jeden pielęgniarz brał ślub i pojechał karetką na wesele, słuchaj, i wracali, no i ktoś go zawiadomił. Przeżyła. Żyje do dziś ta pani. Ma 50, 80 lat. No a Kamila wreszcie mówi, no to chodźcie na piwo, wzięła i słuchaj, niebywałe, to do niej niepodobne, ona taka skąpa była, postawiła po raz pierwszy za darmo piwo.

I dalej o filmie: - Tam był jeszcze taki złośliwy garbus, który latał po tych Groblach, którego też chciałem wprowadzić, to straszny był taki potwór, latał po nocach, jak widział, słuchaj, że nikogo nie ma w domu, to walił w okno kamieniem, żeby zbić okno, taki złośliwy, wiesz, jak to się mówi, garbaty albo rudy.

Janina Garycka: - Był na Groblach słynny garbus, ale bardzo poczciwy i dobry. I była pewna młoda melancholiczka, która czasem wpadała w furię i tłukła miotłą w szyby. Piotrek to swobodnie połączył. Czym mu ten garbus zawinił? Nie wiem. Owszem, była Luiza striptizerka, bardzo ładna, wysoka. Rzeczywiście rozebrała się tu kiedyś i usiadła na oknie, ale z tą sztuczną szczęką to on przesadził. Piotrek sobie różne historie wymyślał, dopowiadał, kreował. I ja dopiero teraz zrozumiałam dlaczego. On nie chciał, by ludzie pytali go o jego życie i o jego emocje. On był dyskretny. O rzeczach poważnych nie rozmawiał z nikim. Jak umarł nam ktoś bliski, Piotrek milczał. Nie chciał pokazywać zbytku wrażliwości, więc nie chodził na żadne pogrzeby. Nie był ani na pogrzebie cioci Antosi, ani cioci Oli.

Józef Skrzynecki, brat Piotra: - On był bardzo samotny wśród ludzi.

Jan Kanty Pawluśkiewicz: - Był najbardziej samotnym człowiekiem na świecie.

Krystyna Zachwatowicz: - On założył sobie życie samotnego człowieka. Do końca tak było, a przecież nie umiał być sam.

Leszek Długosz: - Starał się tak żyć, żeby mu na samotność nie starczało czasu. Więc spełniał różne społeczne oczekiwania. Był wesołkiem, cyganem, dyrektorem teatru.

Jan Nowicki: - Pan Piotr miał to świetnie zorganizowane. Spytałem go, jak on to robi, że tylu ludzi przychodzi na jego imieniny. On mi na to odpowiedział: Panie Janie, pan nawet nie wie, jak to się trzeba upieprzyć, żeby tak było. Pan Piotr miał świadomość, że ludzkie emocje i sympatie muszą być przez niego sterowane. Między jednym uśmiechem a drugą wódką on ustawiał rzeczywistość.

Jan Kanty Pawluśkiewicz: - Wielu ludzi po pierwszym i ostatnim spotkaniu z Piotrem popadało w alkoholizm. Setki ofiar.

Jan Nowicki: - Pan Piotr był wielkim deprawatorem. On słabej psychice szybko wytłumaczył, że matura i studia są bez sensu.

Janina Garycka: - Raz lubił, gdy go adorowano, raz denerwował się, gdy ludzie rzucali mu się na szyję.

Jan Nowicki: - Miał wiecznie czerwone, przemarznięte ręce. I ludzie go po tych rękach całowali. Co pana tak liżą, panie Piotrze, wkurwiałem się. A on na to, że jak chcą, to niech liżą, niech liżą. Ale czasem był tym zmęczony. Trudno go było na tym przyłapać. Niecierpliwił się nudą albo ludzką próżnością. Ożywiał się, gdy między ludźmi coś iskrzyło. Ja się cieszyłem jego przyjaźnią, bo tutaj u mnie wszystko było w porządku. Ja nigdy nie miałem stałej kobiety, ja miałem ich wiele. Pan Piotr je kochał, a ja musiałem z nimi spać. Ja nie pozwoliłbym sobie na kobietę, której ten facet by nie polubił. Między nami był jakiś seksualny związek.

Leszek Długosz: - Ile ten Piotr namącił, niech się ludziom nie zdaje, że cokolwiek o nim wiedzą.

Janina Garycka: - Ludzie pukali tu ciągle do okna, przychodzili z wódką, bo on był takim bohaterem ludowym, on słuchał ludzi i był dla nich cierpliwy. Ale czasem, zmęczony swoją rolą, brał książki i szedł czytać pod kopiec Kościuszki.

Ewa Wnukowa: - Kiedy był zmęczony, miał ochotę wyjechać do Paryża. Mówił do mnie: chodź, pojedziemy tam, gdzie Que du Louvre przechodzi w Que de la Megisserie, gdzie nad Sekwaną są sklepy zoologiczne i załóżmy tam sklep z czarami i dobrymi rzeczami. Mieliśmy tam sprzedawać kapelusze, z których wyskakują króliki, czarodziejskie kule i świece, które miały wydawać dziwne dymy powodujące uśmiech u ludzi.

Janina Garycka: - On wiele lat walczył z myślą, żeby się wynieść z Krakowa, zacząć wszystko jeszcze raz, może inaczej, może w Paryżu.

Ewa Wnukowa: - Kochał Wilno. Pamiętam, kiedy zawiozłam go tam po raz pierwszy. W kapeluszu z piórkiem, w długim czarnym płaszczu stanął na stopniach pociągu. Nagle opadł nas tłum podróżnych, chyba z Tadżykistanu. Krzyczeli: Mefisto! Mefisto! Piotr był uszczęśliwiony, że nawet tam go ludzie rozpoznają. Zszedł na peron, a oni dalej łapią go za rękawy. Mefisto. Wkurzył się, kiedy usłyszał, że Mefisto to dezodorant, którym handlowali Polacy. A potem chodziliśmy po mieście, było zimno, chlapa. Do Matki Boskiej Ostrobramskiej wszedł po schodach na kolanach. Zachwycił się, gdy przed innym kościołem jakaś babina w chuścinie rozkazała mu po polsku: zanim tu wejdziesz, wyczyść buty.

Jan Nowicki: - Ale jego małżeństwo z Krakowem było nierozerwalne. Stał się niewolnikiem samego siebie, fragmentem architektury, pięknym krakowskim meblem.

Jan Kanty Pawluśkiewicz: - Kraków nie był dla niego azylem. Nigdzie nie miał azylu. A sam go stworzył ludziom, którzy przeżywali trudny czas. W kuchni.

Zupa w szabaśniku, kiełbasa pod poduszką

Kuchnia trwała.

Ewa Demarczyk z Ewą Wnukową zmywały naczynia po poprzedniej nocy; Piotr serwował herbatę, morze herbaty, palił świece; wszyscy mówili, plotkowali, wrzeszczeli; wtedy Halina Wyrodek szła do Janiny i prosiła ją, by wyobraziła sobie pachnącą łąkę, śpiew ptaków, szelest traw i szum drzew. - Przychodziły też inne piwniczne dziewczyny - dodaje dzisiaj Janina Garycka. - Zwierzały mi się ze swych kłopotów.

Tymczasem Krzysztof Litwin zbierał stare buty, które akurat wysypały się ze schowka pod niestabilną ławeczką (butów było dużo, wysypywały się często, Krzysztof mówił o tym: - Oświęcim); Zygmunt szperał w szufladzie stołu i wyciągał różne dziwne rzeczy, a zebrani zgadywali co to jest, a był to - na przykład - klucz do łyżew. Cioci Antosi? Cioci Oli? Janinki? Śmiech Zygmunta trząsł murami. Głos Ewy - a miała ona wiele do powiedzenia na każdy temat - słychać było pewnie aż na Plantach. - To było bestialstwo wobec ciotek i wobec Janiny - mówi Leszek Długosz. Ale milicja nigdy nie interweniowała, ani sąsiedzi. - A niby dlaczego ktoś miał interweniować - dziwi się Janina Garycka. - Przecież ludzie Piotra lubili. Kto by tu wołał milicję? Zresztą tu nikt nie miał telefonu. Mnie założyli półtora roku temu, jak się pochorowałam.

W kolejnej godzinie nocnej biesiady mówiono już tylko o Piwnicy, o programie, o tekstach. Artyści piwniczni wciskali się w kąt. Goście z zewnątrz - spełnili swoją rolę, przynieśli wódkę - mogli zostać, mogli wyjść. Ale przed świtem mało kto stąd wychodził, tym bardziej że właśnie ktoś odkrył w szabaśniku zupę, czasem pół garnka, czasem cały. Właściwie nie było to żadne odkrycie, bo wiadomo, że ciocia Ola - stary portfel, anioł nad anioły - zawsze zostawiła ogórkową, koperkową, jarzynową albo pomidorową na pożarcie głodnym i biednym artystom. - Nigdy nie przyszło nam do głowy, że to coś kosztuje - mówi Miki Obłoński. - Czyściliśmy wszystko do końca. - Ciocia lubiła słuchać, że jej zupy są genialne - dodaje Jan Nowicki.

Ale Janina nie była tak łaskawa: chowała kiełbasę, gdzieś blisko swojej poduszki, ale Piotr znał jej tajemne miejsca, skradał się tam i wracał triumfalnie z laską kiełbasy w dłoni, ku głośnej radości zebranych.

Nie miała tak słabego słuchu jak ciocia Antosia i tyle cierpliwości co ciocia Ola. Często stawała w drzwiach kuchni. Nie wszyscy znali Janinę, więc bywało i tak, że dziwili się, gdy widzieli drobną kobietę w koszuli nocnej, która z wściekłością machała rękami. Coś krzyczała, ale nikt nawet nie próbował jej usłyszeć, tak było głośno. Rezygnowała i wychodziła, a przez kuchnię powoli szła wiadomość, że chyba wpadła Janinka i prosiła o litość. Nikt na to nie zwracał uwagi.

Było coraz głośniej, coraz bardziej śmierdziało, było coraz ciaśniej i coraz brudniej. - To była kreacja rozkładu - mówi dziś Jan Nowicki. - I to wszystko jest dla mnie nie mniej zdumiewające - mówił Piotr Skrzynecki. - Że ona i te ciotki nas przyjęły, jak one temu wszystkiemu uległy.

Cena za Piotra

Krystyna Zachwatowicz: - Nikt z nas nie rzucił wszystkiego dla Piwnicy, dla Piotra. Ja nie zostawiłam teatru, zostawiłam Piwnicę. Tylko Janinka poświęciła się cała.

Jan Kanty Pawluśkiewicz: - Siła podziwu Janiny dla Piotra była tak wielka, że godziła się na tę kuchnię. To była jej cena za Piotra.

Leszek Długosz: - Ale i ona mu imponowała siłą, szaleństwem, inteligencją, charakterem potężnego chłopa ukrytym w drobnej kobiecie.

Zygmunt Konieczny: - To nietypowa zależność. Miłość, przyjaźń, przywiązanie to w tym kontekście jakieś obce słowa.

Jan Nowicki: - Trafił swój na swego. Janina jest Piotrem w spódnicy. Nie bez powodu żyli ze sobą tyle lat, nie żyjąc.

Leszek Długosz: - Piotr dostał kiedyś list od matki: ożeń się z tą kobietą, nie marnuj jej życia. Pisze ci to stara matka siedząc nad grobem, bo już nie ma siły stać. Za ten dowcip Piotr bardzo ją kochał.

Miki Obłoński: - Najprościej byłoby powiedzieć, że ze strony Janiny to była miłość. To nie takie proste. Ona dużo wcześniej niż my wszyscy dostrzegła, że Piotr jest człowiekiem niezwykłym. I tę niezwykłość postanowiła chronić. To była służba w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Leszek Długosz: - Ona kochała Piotra, czuła się odpowiedzialna za jego los. To Piotra wkurwiało.

Miki Obłoński: - Często żartowaliśmy z Janinki, że zachowuje się wobec Piotra jak zazdrosna żona.

Jan Nowicki: - Ona miała do niego konwencjonalne kobiece pretensje, on robił jej szkaradki. Wkurzał się na nią, na przykład kiedy prosiła, żeby przy niej nie palić, bo miała zawał serca.

Krzysztof Litwin: - Piotr fukał na nią, choć musiał sobie zdawać sprawę, jak bardzo jest mu potrzebna. On się kreował na wolnego, więc nigdy by się nie przyznał, że Janina była dla niego ważna.

Leszek Długosz: - On ją obśmiewał, poniżał przed światem, choć w skrytości ją doceniał, radził się jej. To był niezwykły związek dusz i umysłów, choć Piotr tę bliskość kamuflował.

Józef Skrzynecki: - To była jakaś zagadka, tajemnica.

Jan Nowicki: - Ja go kiedyś o to spytałem. O miłość, o rodzinę. Zwykle w jego ustach takie tematy były powodem do kpin. Ale ja spytałem o Janinę. Nic nie powiedział. Pytałem go o to trzy razy. Za trzecim zdecydował się mówić: Panie Janie, szliśmy kiedyś z Janiną Plantami, zbierało się na burzę, i my jakoś tak wspólnie baliśmy się. Przez trzydzieści lat przyjaźni z panem Piotrem usłyszałem tylko tyle o jego relacji z Janiną.

Leszek Długosz: - Łączyła ich skłonność do stylizacji rzeczywistości. Zamiast szarości widzieli rajskie ogrody.

Jan Nowicki: - Pan Piotr dałby mi za to po głowie, ale mnie się wydaje, że to była miłość. Jak szli niedawno Rynkiem, już starzy i chorzy, to ja widziałem, że to idzie para. Duże mądre dzieci, które do końca bawią się swoim życiem.

Wracam na Groble, wracam na Groble

Gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych (85? 86?) miasto przydzieliło Piotrowi kawalerkę przy ulicy Worcella, nieopodal dworca PKS.

Janina Garycka: - Cieszył się, bo chciał odpocząć. Tu na parterze nie było spokoju.

Krystyna Zachwatowicz: - W pewnym wieku człowiek już nie chce, by mu wchodzili przez okno.

Janina Garycka: - Piotrek postanowił, że na Worcella będzie spędzał trochę czasu, ale zostanie tu, na Groblach. Wziął zeszyty, pamiętniki, jakieś zdjęcia, wiele rzeczy zostawił.

Józef Skrzynecki: - Piotr znikąd nigdy się nie wyprowadził do końca. Ani z Zabrza, ani z Łodzi, ani z Grobli.

Janina Garycka: - Nie wrócił już nigdy. Widywaliśmy się, jak zawsze, codziennie. Ale gdzieś w Rynku, na Plantach, w Piwnicy.

Kuchnia przestała istnieć.

Trzy lata temu Piotr zachorował. Rok temu z Worcella wyprowadził się do mieszkania przy ulicy Józefa na Kazimierzu. - On lubił Kazimierz, dopóki tam nie zaistniał - mówi Janina Garycka. Ale nie było wyboru. Kawalerka na Worcella była na trzecim piętrze, tu na Józefa na pierwszym. Tam było ciaśniej, tu wygodniej. Tam dworzec od piątej rano, tu cisza. Tu blisko pani Heniusi, która mu pomagała. Stąd dalej na Rynek, ale bliżej do szpitala, gdzie codziennie musiał się pokazywać.

Janina Garycka: - Na Kazimierzu są niewygodne bruki, małomiasteczkowe sklepiki, ludność podmiejska, nie ma rodzin z dziada pradziada. Na ciemny Kazimierz niebezpiecznie wracać wieczorem. I te bramy do mieszkania. Jedna, druga, trzecia.

Jan Nowicki: - Wejście jak u Kafki. On tego miejsca nienawidził. Kazimierz go przytłaczał swoim żydostwem. Żydowski Kazimierz bez Żydów. A w panu Piotrze żydostwo było obecne. On był Żydem.

Janina Garycka: - Podejrzewam, że przed śmiercią Piotr chciał wrócić na Groble. Ale ja wtedy się pochorowałam.

Józef Skrzynecki: - Piotr nigdy się z Grobli nie wyniósł, został tam duchem. Nie lubił się do tego przyznawać, ale był z Groblami bardzo związany. Przyznanie się oznaczałoby pewną zależność od czegoś, od kogoś. Ale kiedy był już chory, powtarzał: wracam na Groble, wracam na Groble.

Jan Nowicki: - Czym jest Kraków bez pana Piotra? Tym, czym jest bez Jagiellonów, bez Kantora. Kuchnia? Nie ośmieliłbym się wejść do kuchni. To jak zajrzeć do grobowca po latach.

* W długim płaszczu stanął na stopniach pociągu. Nagle opadł nas tłum podróżnych z Tadżykistanu. Krzyczeli: Mefisto! Mefisto! Zszedł na peron, a oni go łapią za rękawy. Mefisto! Mefisto!

* Siła podziwu Janiny dla Piotra była tak wielka, że godziła się na tę kuchnię. To była jej cena za Piotra.

Reportaż ukazał się w "Gazecie Wyborczej", 12 września 1997 roku

Janina Garycka zmarła 5 grudnia 1997 r.