Ona

Ona była tak dziwna
Pół Zuzanna, pół dziwka.
Powiedziała mi kiedyś:
Taką chiałeś mnie mieć.
Ona była tak śmieszna
Pół femme fatale, pół dziecko
W gestach kruchych, niezdarnych,
W każdej z nie swoich ról.
Ona była tak śmieszna
W każdej z nie swoich ról.

Kiedy łzy miała w oczach-
-Żywe krople diamentów
Palce drżały i z zimna
Prawie umarły już...
Uwieszona u boku
Swej dwuznacznej sympatii
Jak współczesna Safona
Nie odrzekła mi nic.
Uwieszona u boku
Nie odrzekła mi nic.

I tak dzień za dniem
Ta kobieta dręczy mnie.
Skąd przychodzi, nie wie nikt,
Czemu kradnie moje sny.
I tak dzień za dniem
Ta kobieta dręczy mnie.
Skąd przychodzi, nie wie nikt,
Czemu kradnie moje sny.

I na torach pozostał
Wiersza strzęp porzucony
Zniknął tramwaj niebieski,
Który uwiózł ją gdzieś.
Ona była tak dziwna,
Pół przeklęta, pół święta,
Pół Zuzanna, pół dziwka,
Pół pokuta, pół grzech.
Ona była tak dziwna,
Pół pokuta, pół grzech...

Słowa: Robert Kasprzycki
Muzyka: Szymon Zychowicz