Desant

- Coś mi się wydaje, że spadamy trochę inaczej - powiedział dowódca.
- Tak jest! - rzucił szeregowy i spadał dalej głową w dół.
- Możecie mi szerzej odpowiadać - powiedział dowódca. - Sytuacja jest wyjątkowa.
- Tak jest! - rzucił szeregowy. , Możliwe, że zapomnieliśmy spadochronów.
Przez chwilę spadali okręcając się wzdłuż własnej osi.
- No właśnie. Tak też sobie pomyślałem - powiedział dowódca.
- To jak będziemy lądować?
- W każdym razie szybko. Chodzi tylko o to, żeby się piasek do broni nie dostał.
- Możemy ją trzymać nad głową?
- Nad głową, nie nad głową, ale trzeba uważać żeby się lufą do ziemi nie wbiła.
- A może by tak jeszcze na dole wybuchnąć?
- To niebezpieczne. Zanim byśmy się pozbierali, mogli by nas złapać. A tu trzeba skoczyć i od razu w nogi. Jeszcze nas Japończycy zauważą, i od razu zaczną tak skakać.
Przez chwilę spadali myśląc.
- Przed samą ziemią postarajcie się zwolnić - powiedział dowódca. - Jako starszy stopniem powinienem spaść pierwszy. Tylko żeby nie w jakieś siano. Domyć się potem nie można.
- Melduję, że mamy teraz zimę.
- A nuż chłopi nie zdążyli zwieźć.
- Jeśli mnie oczy nie mylą to spadamy wprost na kościół.
- Niedobrze - powiedział dowódca. - W instrukcji o kościele nie ma ani słowa.
- Trzeba więcej czytać - powiedział szeregowy.
- Żeby to tylko nie był gotyk - zmartwiał dowódca.
- Z tej wysokości to mi trudno powiedzieć. Napis jest zatarty. W każdym razie z mapą to by się zgadzało.
- Kiedy ci od map w porządku nie są. Dla nich każdy dom to prostokącik. Skaczesz, a tu przybudówka.
- Jeśli to jednak jest kościół, to warto teraz przyklęknąć.
- A może by tak od razu spaść na klęcząco?
- Kiedy łatwo o kontuzję.
- Uwaga! - krzyknął po chwili szeregowy. - Zbliżamy się. Dziwne że do nas nie strzelają.
- Rzeczywiście - powiedział dowódca. - Widocznie chcą nas wziąć żywcem.
- To może się wrócić?
- Za późno! - krzyknął dowódca. Ale nas żywcem nie wezmą - dodał i przystawiwszy rewolwer do skroni pociągnął za spust.

Andrzej Warchał

Kraków, 1965