ADRIAN KONARSKI

Do Piwnicy pod Baranami przyszedłem, jak tylko przeprowadziłem się do Krakowa - czyli rok przed studiami. Nie dostałem się na wydział kompozycji na Akademię Muzyczną. Stwierdziłem że nie będą mi mówić co potrafię, a czego nie. Poszedłem pod Barany. A był to 1994 rok. Od 1995 już byłem studentem. Ale i tak pierwsze dwa lata studiów, gdy żył jeszcze Piotr Skrzynecki spędziłem w Piwnicy. Był to niesamowity okres. Po raz pierwszy Piwnicą zainteresowała mnie moja pierwsza miłość. W Lublinie. Słuchała Turnaua ?Znów wędrujemy ciepłym krajem" z taśmy magnetofonowej. Później zafascynowałem się Pieśnią Kochanków Radwana w wykonaniu Oli Maurer. Chyba rok przed maturą postanowiłem się wybrać wreszcie do tej Piwnicy. Żył jeszcze Piotr. Poszedłem na recital Jacka Wójcickiego. Po koncercie pogratulowałem mu, powiedziałem, że chodzę do szkoły muzycznej. Spytał z kurtuazji ?tak, a na czym grasz?" I chyba zapomniał. Nie wiedział że dwa lata później zdarzy się że będę grac z nim ?Sekretarkę" na pianinie i parę razy wystąpię w recitalu.

Gdy tylko przeprowadziłem się do Krakowa zacząłem zastanawiać się jak by tu coś zdziałać w tej Piwnicy. Dowiedziałem się że pewien wokalista z Akademii Muzycznej (któremu do dziś jakoś tam jestem wdzięczny) epizodycznie zagrał tam kiedyś swoje kolędy. Poszedłem do niego i powiedziałem że chętnie je jeszcze raz zaaranżuję, zagram, ale żeby mnie zaprowadził pod Barany. Wprowadził mnie bez biletu, przedstawił Piotrowi i.... uciekł, powiedział ze się spieszy... Zostałem sam nikogo nie znając. No a Piotr? Był zaaferowany kabaretem, więc ledwo mnie zarejestrował. Chociaż, jak się później okazało, chyba jednak nie tak ledwo... Poczułem się trochę samotnie, więc udałem sie na widownię. Niesamowicie ciasno. Nie dało się przejść. Siedziałem w takiej niszy na skrzynce po piwie, nie było miejsca. Nigdzie. Widziałem tylko twarz pianisty - Konrada Mastyło. Nic więcej. Absolutnie. Nagle przed końcem kabaretu poczułem, że chyba coś tracę że mnie nie ma wśród artystów. Postanowiłem wybrać się do garderoby. Coś zacząłem kojarzyć, nazwiska które powiedział mi ów wokalista. Pierwszą osobą, na którą się natknąłem był Grzegorz Turnau. - Przepraszam, szukam Agnieszki Górnisiewicz... - powiedziałem. - Chyba Małgosi - Tak, Małgosi. Podszedłem i zacząłem jej opowiadać o tych kolędach. Musiało być w tym trochę w tym pasji. Na wszelki wypadek zostawiłem swój adres. Nie miałem jeszcze telefonu, komórek nie było... Jakie było moje zaskoczenie gdy za dwa dni Małgosia zapukała do drzwi, wraz z Pawłem Bitką, który napisał piosenkę o Królewnie Lali. Nauczyłem się i zagrałem w kabarecie. Ogromne płachty nut. Ze cztery takie kartki A3 chyba. Fortepianu widać nie było... W końcu spotkałem Piotra w Vis a Vis. Zagadnął do mnie i mówi : - Jesteś pan kompozytorem, to pan coś napisz. I wyciągnął z kieszeni lekko zmieniony tekst ulotki do lekarstwa Ranigast. ?Ranigast blokuje receptory histaminowe H2, Ranigast hamuje stymulowane pentagastryną wydzielanie soku żołądkowego..." taki był refren. Zapytałem tylko dla kogo. Piotr odparł że ?może dla Oli Maurer..." Tak się zaczęła moja przygoda.

Premiera odbyła się podczas programu dla lekarzy. Mam to nagranie...Piotr mówił że to historia o Ranigaście i pięknej Albuminie, leku który białka dodaje ludziom i zwierzętom, gwiazdom nawet... i śmiał się... W piwnicy do niczego prawie nie było nut. Jak się chciało cos zagrać to trzeba było sobie samemu spisać z taśmy. Miałem zdolność spisywania fortepianówek. Spisywałem nuta w nutę. ?Matkę Boską Częstochowską" z muzyką Raja, parę innych. Ola Maurer zaproponowała mi udział w recitalu. A póżniej? Nie chcieli mnie wziąć na wyjazd do Warszawy. Jakiś ogromny koncert był. Że to niby nie dam sobie rady na dużej scenie. Tam nigdy nikt nie mówił ?Ach witamy. zapraszamy..." Ale na następny koncert już pojechałem. Pamiętam jak do Piwnicy przyszła Dorota Ślęzak, Szymon Zychowicz, Beata Czernecka, Piotr Kubowicz... Chyba otworzyłem drogę innym. Piwnica była ogromnie hermetyczna.. Jestem, obserwuję po sowjemu ten piwniczny wycinek świata. Łapię dystans. Jedni odchodzą, przychodzą młodzi. Są też ludzieszczególnie ważni dla mnie - np. Michał Półtorak. Jak go nie ma inaczej się gra. Michał przypomina mi ekspresją swojego grania czasy Piotra. Dzisiaj prawie cała rodzina Półotraków gra w Piwnicy. Oni chyba mieli to wpisane w życiorys! No i po kilku latach dopiero mam wrażenie że coś się odnowiło. Zaczęło się coś dziać. Przyszli studenci z PWST. Nowa energia. Naprawdę mam takie poczucie. Choc już Piotr nie przynosi ulotek od Ranigasta... Co jakiś czas obdarowuje kogoś nową piosenką. I będę tak długo dopóki będę czuć że coś wnoszę.

 

www.adriankonarski.com